Od września kieruje Zespołem Szkół Publicznych w Wińsku. O swojej wizji szkoły opowiadał już niejednokrotnie. Dzisiaj poznamy Artura Wojsławskiego z trochę innej, mniej służbowej strony.
Joanna Skoczylas: Jakim był Pan dzieckiem? Czy sprawiał Pan problemy wychowawcze w szkole?
Artur Wojsławski: Na pewno byłem szczęśliwym dzieckiem, kochanym przez rodziców. Jak każdy zdrowo rozwijający się chłopak byłem ciekawy świata i miałem różne przygody nie zawsze podobające się moim rodzicom. Nie było ze mną większych problemów wychowawczych, ale jak to zdrowy chłopak nie uchroniłem się od sporadyczny bijatyk z innymi chłopakami. Pamiętam, gdy byłem w III klasie mama była raz z tego powodu wezwana do szkoły i wówczas mi się oberwało. Było mi żal mamy, że sprawiam jej tyle przykrości. To był tylko jeden taki moment, później mama była już zawsze ze mnie dumna.
Jaka była Pana ulubiona zabawa w dzieciństwie?
Za czasów mojego dzieciństwa nie było komputerów, większość czasu spędzaliśmy z kolegami na podwórku bawiąc się w różne zabawy i gry (kapsle, podchody). Jako dziecko marzyłem o lataniu samolotem, nauczyłem się budować samoloty i latawce, które nieustannie ulegały katastrofom i trzeba było je naprawiać. Jednak od wczesnego dzieciństwa najbardziej uwielbiałem bawić się klockami, moja mama wspominała, że wystarczyło dać mi zestaw drewnianych klocków i był święty spokój. Mama mogła zostawić mnie samego i iść spokojnie po zakupy wiedząc, że jestem bezpieczny. Skłonności do kloców były widoczne, gdy moje własne dzieci były małe i też bawiły się klockami – tylko nowszymi bo Lego. Wówczas wielką przyjemność sprawiała mi wspólna zabawa klockami z dziećmi. Zdarzały się sytuacje, że zapominałem o dzieciach, bo tak mocno mnie to wciągało. Dzisiaj wspominam to z uśmiechem i wiem, że po części zabawie klockami zawdzięczam moją kreatywność i wyobraźnię przestrzenną. Wszystkie młode mamy, które znam zawsze zachęcam do kupna i zabawy klockami – bo to bardzo dobra inwestycja w rozwój intelektualny każdego dziecka.
Czym różni się dzisiejsza młodzież od młodzieży z Pana lat szkolnych?
Młodzież zawsze bez względu na czasy była i jest wspaniała, zawsze piękna, mająca marzenia, wielkie możliwości i perspektyw przed sobą. Młodzież zawsze pociąga to co wspaniałe, piękne i szlachetne, problem w tym, że w latach mojej młodości młodzież miała obok siebie osoby znaczące –autorytety, był to rodzic, nauczyciel na których mogła się wzorować i zawsze liczyć. Dzisiaj znaczna część rodziców nie ma czasu dla swoich dzieci, często w zamian za to, je rozpieszcza, nie stawia wymagań, nie uczy pracowitości, a to się później mści. Młodzież pozbawiana wsparcia i wymagań od dorosłych jest później bezradna, przeżywa frustracje, sięga po alkohol, narkotyki. Staje się niezdolna do bycia dla innych. Zawsze powtarzam rodzicom -kochajcie własne dzieci, wspierajcie je, stawiajcie mądrze wymagania, uczcie pracowitości, a będziecie mieli pewność, że poradzą sobie w życiu będą radosne i szczęśliwe.

Artur Wojsławski – dyrektor Zespołu Szkół Publicznych w Wińsku (fot. Joanna Skoczylas)
Kiedy zdecydował Pan, że będzie nauczycielem? Czy żałował Pan kiedyś tego wyboru?
Nigdy nie zastanawiałem się nad momentem, w którym podjąłem decyzję, że będę nauczycielem. Był to pewien proces. Duże znaczenie na wybór miał mój wspaniały nieżyjący już profesor, którego bardzo ceniłem. Był moim mistrzem i wzorem. Utrzymywałem z nim kontakt przez długie lata po szkole, i czerpałem z jego modrości, aż do jego śmierci. Dziś często odwiedzam jego grób na cmentarzu w Praczach Odrzańskich i myślę, że on był dla mnie głównym inspiratorem, i dlatego zostałem nauczycielem.
Co do żałowania tej decyzji to nigdy nie było, aż tak źle. Bywały chwile, że człowiek nie widział efektów swojej pracy i wówczas rodziły się pytania o sens pracy w szkole. W zawodzie nauczycielskim trzeba być odpornym na bieżące porażki i niepowodzenia – a szczególnie brak natychmiastowych efektów. Zawsze należy potrzeć na ucznia z perspektywy jego rozwoju, jakim będzie człowiekiem, czy poradzi sobie w życiu dorosłym, czy będzie dobrym rodzicem, człowiekiem. Żeby nie żałować pracy w szkole trzeba nieustannie stawiać sobie i uczniom wymagania. Trzeba widzieć cel swojej pracy i kochać dzieci, jak się o tym zapomni to przychodzi wypalenie i wówczas nauczyciel powinien odejść ze szkoły . Trzeba być cierpliwym, bo efekty pracy zostaną zauważone dopiero po latach, może wówczas, gdy nas tu już nie będzie, a będą z tego korzystali inni. Najbardziej mnie satysfakcjonuje, gdy po latach przychodzi dorosły człowiek i cytuje jedno zdanie, które padło na mojej lekcji przed laty, a było ona bardzo ważne w jego życiu. To daje siłę.
Ma Pan wieloletnie doświadczenie w pracy z dziećmi. Proszę opisać najśmieszniejszą sytuację z tym związaną.
Mogę zacytować wiele śmiesznych sytuacji, ale ograniczę się do jednej, bardzo komicznej. Zdarzyło mi się raz pytać na lekcji historii ucznia z tematu uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Gdy uczeń miał poważne problemy z odpowiedzią, żeby go nie pogrążać zadałem mu banalne pytanie – no to podaj mi chociaż dzień i miesiąc uchwalenia konstytucji. Niestety – uczeń krążył oczami po suficie, udawał że bardzo głęboko myśli – a cała klasa nie mogła ze śmiechu wytrzymać, że ów uczeń ma taki problem z kojarzeniem.
Czy odpoczywa Pan od szkoły? Jak spędza Pan wolny czas?
Do mojej pracy zawodowej staram się zachować dystans, nawet jak jest to tak ważna sprawa jak kierowanie szkołą. Poza pracą w szkole mam mnóstwo innych ciekawych zajęć. Życie tylko sprawami szkoły byłby wielkim nieszczęściem dla mnie, dla mojej rodziny i dla osób, z którymi pracuję. Wspólnie z żoną jesteśmy bardzo zaangażowani w Oazę, Ruch Światło-Życie, Kościół Domowy – obecnie pełnimy w nim funkcję pary rejonowej dla powiatu trzebnickiego i wołowskiego. Od pracy odpoczywam głównie spędzając czas z moją kochaną żoną i dziećmi.
Rodzina jest dla mnie najważniejsza, to ona jest dla mnie głównym źródłem motywacji do pracy i rozwoju. Doświadczenie miłości od najbliższych mi osób sprawia, że najlepiej odpoczywam, mam poczucie wewnętrznego pokoju i radości. Uwielbiam wspólne wyjazdy rodzinne, rekolekcje, spływy kajakowe, wycieczki rowerowe, a nade wszystko wspaniałe rozmowy przy rodzinnym stole. To bardzo jednoczy naszą rodzinę, przez to jestem szczęśliwym i radosnym człowiekiem.
Ponadto dużo czytam. Uwielbiam także spacery po lesie z psem. Moim ulubionym leśnym szlakiem jest malowniczy odcinek Doliny Jezierzycy z Wołowa przez Wrzosy do Orzeszkowa, skąd często wracam pociągiem do domu.
- reklama -


